Strona główna Ogólna Umowy nienazwane i mieszane

Umowy nienazwane i mieszane

6946
PODZIEL SIĘ

Konsekwencją funkcjonowania w polskim systemie prawnym zasady swobody umów jest funkcjonowanie w obrocie prawnym umów, które nie zostały szczegółowo unormowane w Kodeksie cywilnym, ani też w żadnej innej ustawie szczególnej. Powszechnie, ze względu właśnie na brak wspomnianej szczegółowej regulacji odnosi się do nich pojęcie umów nienazwanych. Pewne typy umów, przeciętnie powtarzające się w obrocie, są unormowane w sposób mniej lub bardziej szczegółowy przez przepisy obwiązującego prawa. Ich essentialia negotii są więc objęte przepisami ustawy, choćby o charakterze dyspozytywnym. Gdy treść umowy nie jest przewidziana przez żadną z postaci umów nazwanych, umowę taka można określić jako nienazwaną (contractus innominatus). Występuje ona wówczas jedynie w stosunku prawnym, który strony tak właśnie ukształtowały.

Doktrynie prawa cywilnego znane jest także pojęcie tzw. umów mieszanych. Są to umowy, które nie odpowiadają całkowicie żadnej umowie nazwanej. Wydaje się możliwe uznawanie tego rodzaju umów bądź za pewien (złożony) wycinek umów nienazwanych, bądź za zbiór umów bardzo różnorodnych, w których zawsze musi znaleźć się jakiś element połączenia treści występujących w innych umowach, najczęściej nazwanych.

Pojęcie umowy mieszanej stwarza liczne problemy definicyjne. Spotykane w piśmiennictwie zalecenia co do sposobu użycia terminu „umowy mieszane” znacznie różnią się od siebie postulując węższy lub szerszy zakres jego zastosowania. Jedni autorzy ograniczają pojęcie umowy mieszanej do takich umów, które polegają na połączeniu elementów treści różnych umów nazwanych. Inni zaś stosują pojęcie umowy mieszanej zarówno do umów, które w całości, jak i do umów, które tylko w części składają się z elementów charakterystycznych dla typów kontraktów uregulowanych w ustawie. Jeszcze inni ujmują definicję umowy mieszanej tak szeroko, że włączają do niej także umowy, które podpadają pod określony typ kontraktu nazwanego, ale zawierają także świadczenie dodatkowe (uboczne) charakterystyczne dla innego typu umowy.

Mamy zatem trzy różne wersje znaczenia terminu „umowa mieszana” Nasuwa się więc pytanie, która z nich jest najbardziej użyteczną konwencją terminologiczną?

Na gruncie trzeciej wersji zakres terminu „umowa mieszana” nie jest wystarczająco jednorodny. Obejmuje on bowiem zarówno takie umowy, w których połączone są równorzędne świadczenia charakterystyczne dla różnych typów kontraktów, jak i takie umowy, w których świadczenia te pozostają względem siebie w stosunku podrzędności – nadrzędności. W pierwszej grupie wypadków wyłączona jest dopuszczalność subsumpcji umowy mieszanej pod określony w ustawie typ kontraktu. Takiej umowy nie można zaszeregować do żadnego z typów kontraktów, których elementy zostały w niej równorzędnie połączone. Natomiast w drugiej grupie wypadków umowa „mieszana” podpada pod określony typ kontraktu nazwanego, a jedynie świadczenie dodatkowe przyporządkowane świadczeniu głównemu (które rozstrzyga o kwalifikacji umowy), odpowiada treści innego typu kontraktu. Świadczenie dodatkowe wprowadza jedynie nieznaczną modyfikację stosunku zobowiązaniowego, który jednak pozostaje w swej istocie konkretną umową nazwaną.

Różnica ta zdaje się dostatecznie przemawiać przeciwko wprowadzeniu wspólnej nazwy „umowa mieszana” dla oznaczenia obydwu rodzajów przedstawionych powyżej umów.
Pozostaje do rozważenia użyteczność pierwszej i drugiej wersji znaczenia terminu umowa mieszana. Na gruncie pierwszej wersji zakres tego terminu ograniczony jest do umów, w których połączone są równorzędnie elementy treści różnych typów kontraktów nazwanych. Natomiast na gruncie drugiej wersji zakres ten obejmuje także umowy, które polegają na kombinacji elementów występujących i nie występujących w ustawowo uregulowanych typach kontraktów. W obydwu wypadkach zespół praw i obowiązków stron konstytuujący typ umowy nie jest normatywnie określony i składa się w całości lub w części z elementów charakterystycznych dla różnych kontraktów nazwanych. W konsekwencji przy ocenie prawnej tych umów powstają te same problemy ( tj. czy i jakie przepisy części szczególnej prawa zobowiązań mogą mieć do nich zastosowanie), które rozwiązuje się przy użyciu takich samych środków (analogiczne stosowanie przepisów regulujących „pokrewne” typy kontraktów nazwanych).

Umowy mieszane dzieli się zazwyczaj na trzy grupy:

umowy kombinowane, tj. ten typ umowy znamionuje występowanie po jednej stronie kilku świadczeń, z których każde jest swoiste dla innej umowy nazwanej. Tak ma się np. rzecz, gdy osoba prowadząca pensjonat zobowiązuje się za jednolitym wynagrodzeniem dostarczać wyżywienia (element umowy sprzedaży), dać w używanie pokój (element umowy najmu) oraz świadczyć pewne usługi (mogą to być elementy różnych umów nazwanych).Jeżeli zaakceptuje się podane wyżej określenie umowy mieszanej, to trzeba zarazem przyjąć, że jednostronne powiązanie kilku świadczeń musi być innego rodzaju, niż w jakiejkolwiek umowie nazwanej. Ustanowiony więc w jakiejś umowie związek kilku świadczeń np. według schematu umowy dożywocia (art. 903 k.c.) lub kontraktacji (art. 613, 615 k.c.) nie daje podstaw do kwalifikowania takiej umowy jako mieszanej.

umowy krzyżujące się, w których po każdej stronie pojawia się zobowiązanie do świadczenia swoistego dla umowy nazwanej np. świadczenie dzieła (art. 627 k.c.) w zamian za dokonanie określonej czynności prawnej (element umowy zlecenia, art. 734 § 1 k.c.).Stojąc na gruncie ogólnej definicji umów mieszanych pojawia się kwestia, czy o wyróżnionym tu ich typie można mówić wtedy, gdy przepisy regulujące jakąś umowę nazwaną wiążą z określonym rodzajem świadczenia świadczenie wzajemne o dowolnej treści. Tak więc np. czynsz w umowie najmu (art. 693 § 2 k.c..) może być oznaczony w pieniądzach lub w „świadczeniach innego rodzaju”. Panujący pogląd zalicza umowę, w której określono czynsz w świadczeniach charakteryzujących inne umowy nazwane, do umów mieszanych.

umowy mieszane „sensu stricto”, w których jednolite świadczenie jednej strony podpada pod dwa różne typy kontraktów. Określenie takie nie daje jednak podstaw do odróżnienia tego typu umowy mieszanej od typów poprzednio wymienionych. Kierując się więc raczej klasycznym przykładem powoływanym dla zilustrowania tej koncepcji, a mianowicie negotium mixtum cum donatione, można by szukać cechy swoistej wspom­nianego typu na innej zgoła płaszczyźnie. Otóż ogólna analiza, struktury stosunku zobowiązaniowego, potwierdzona przepisami dotyczącymi poszczególnych umów nazwanych, prowadzi do wniosku, że stosunki zobowiązaniowe charakteryzują się nie tylko odmiennymi świadczeniami, ale także różnego rodzaju zależnościami lub brakiem zależności jednych od drugich (causae). Na te więc podstawie można by wyróżnić typ umowy mieszanej, którego cecha szczególna wyrażałaby się w swoistym ukształtowaniu związków między świadczeniami – inaczej mówiąc w swoistej causae.

Dotychczasowe wywody wskazują na to, że umowy mieszane stanowią podklasę umów nienazwanych. Pogląd ten reprezentowany jest przez niektórych autorów, ale na ogół schemat klasyfikacyjny przy pomocy, którego wyróżnia się umowy nazwane, mieszane i nienazwane traktuje się jako wyczerpujący i rozłączny. Można jednak dowieść, że tak nie jest. Nie spełnia on warunku rozłączności, gdyż na gruncie pierwszej i drugiej wersji znaczenia terminu „umowa mieszana” wszystkie jego desygnaty należą zarazem do klasy umów nienazwanych skoro są umowami nieregulowanymi w ustawie, natomiast na gruncie trzeciej wersji znaczenia terminu „umowa mieszana” niektóre jego desygnaty są zarazem elementami klasy umów nazwanych, pozostałe zaś desygnaty są elementami klasy umów nienazwanych.

Okazuje się zatem, że bez względu na to, w jakim znaczeniu spośród trzech wyżej przedstawionych wersji będziemy się posługiwać terminem „umowa mieszana”, wspomniany podział umów nie da się konsekwentnie utrzymać jako logicznie poprawny. Dzieje się tak dlatego, że omawiany podział jest oparty na dwóch istotnie różnych kryteriach. Przy wyróżnianiu umów nazwanych i nienazwanych bierze się pod uwagę to czy dany typ kontraktu jest normatywnie określony (przez wskazanie essentialia negotii, przez ustanowienie przepisów właściwych dla danego typu kontraktu) Natomiast kryterium uznania jakiejś umowy za mieszaną jest połączenie w zespole „istotnych” składników jej treści elementów charakterystycznych dla ( dwu – lub więcej) różnych typów kontraktów.

Klasyfikacja umów przeprowadzona wg opisanych wyżej dwóch kryteriów dzieli ich zbiór na cztery klasy:

1.umowy nazwane „czyste”,
2.umowy nazwane mieszane,
3.umowy nienazwane „czyste”
4.umowy nienazwane mieszane

Jest to niewątpliwie podział wyczerpujący i rozłączny. Od klasyfikacji wymaga się jednak nie tylko tego by spełniała postulaty poprawności formalnej ale także tego by była użyteczna.

Na tle powyższych uwag należy dojść do wniosku, iż brak jest dostatecznych podstaw do wyróżnienia trzeciej, równorzędnej z umowami „nazwanymi” i „nienazwanymi”, kategorii „umów mieszanych”. W istocie bowiem trudno wskazać swoistą dla nich metodę postępowania w celu ustalenia ich reżimu prawnego. Niektóre z tych umów należy traktować jako umowy nazwane; dotyczy to umów, w których essentialia negotii określonej umowy nazwanej tak dalece przeważają z punktu widzenia gospodarczego lub funkcjonalnego, że uzasadnione jest, zgodnie z teorią absorbcji, stosowanie do niej globalnego reżimu prawnego danej umowy szczególnej. Natomiast w pozostałych przypadkach podlegają one w zasadzie takiemu samemu traktowaniu jak wszelkie umowy nienazwane. Można tu co najwyżej mówić o szerszym wykorzystaniu do nich analogia legis. Jest to jednak raczej różnica tylko ilościowa. Względy metodologiczne nie stają oczywiście na przeszkodzie aby w obrębie umów nienazwanych wyróżnić:

1.umowy składające się wyłącznie z elementów ujętych w różnych umowach nazwanych ;
2.umowy, w których pojawiają się elementy znane umowom nazwanym oraz świadczenie nigdzie nie uregulowane lub o nietypowej causae
3.umowy o treści nawet fragmentarycznie nigdzie nieuregulowanej.

Można wyrazić wątpliwość czy taki wyłącznie na formalnych przesłankach oparty subpodział ma jakąś realna wartość w procesie stosowania prawa, w którym należy brać pod uwagę raczej całościowy kształt umowy konkretnej przy analizie jej podobieństw do umów nazwanych.

Jednak mimo wszystko umowa nienazwana, będąca efektem poszukiwań nowych prawnych instrumentów do osiągnięcia zamierzonych celów gospodarczych, pod wieloma względami przypomina klasyczną umowę mieszaną.

Strony, konstruując treść umowy nienazwanej, mogą praktycznie bez ograniczeń czerpać z typowych wzorców umów nazwanych, nadając im złożony charakter. W szczególności mogą oni „zapożyczać” wybrane elementy różnych umów, tworząc nowy typ umowy o charakterze kompilacyjnym, zindywidualizowany do potrzeb stron. Bazując na jednej bądź dwóch i więcej umowach nazwanych, w treści umowy nienazwanej mogą także zamieszczać nieznane obowiązującemu porządkowi prawnemu nowe klauzule, postanowienia i zastrzeżenia umowne, które również nadadzą stosunkowi prawnemu indywidualny charakter.

Pomiędzy umową nienazwaną a mieszaną zachodzi stosunek krzyżowania, a nie wyłączania! W efekcie umowa nienazwana może być jednocześnie umową mieszaną, tak jak i umowa mieszana może równocześnie nosić miano umowy nienazwanej. W jednym i drugim przypadku strony poszukują oryginalnych rozwiązań prawnych, które pozwoliłyby im na osiągnięcie nietypowych efektów gospodarczych. Weźmy na przykład umowę factoringu, którą możemy z powodzeniem nazwać umową mieszaną, gdyż zawiera w swojej treści klasyczną cesję wierzytelności, połączoną ze świadczeniem określonych w umowie usług.

Te dwa elementy umowy factoringu, tj. cesja i świadczenie usług, są ze sobą nierozerwalnie połączone, przez co zawarty w umowie przelew wierzytelności nabiera całkiem nowego i oryginalnego wymiaru. Łączenie tych elementów ma jednocześnie charakter powszechny i trwały. Jest stosowane od dłuższego czasu przez wszystkich zawierających umowę factoringu.

Drugi przykład, jaki rysuje się na omawianym tle, wiąże się z forfaitingiem, który najkrócej rzecz ujmując, w zależności od jego przedmiotu, możemy określić mianem umowy sprzedaży prawa bądź dyskonta weksla. Jednak nie jest to umowa nazwana ani mieszana, mimo że jest pewnego rodzaju modyfikacją umowy sprzedaży czy dyskonta weksla. Szczególne cechy forfaitingu – rozpatrywane łącznie, a nie każde z osobna – sprawiają, że mamy i w tym przypadku do czynienia z kształtowaniem się nowego rodzajowo typu umowy. Potrzebę spojrzenia niejako z góry na całokształt uregulowań umowy nienazwanej, podporządkowanych ściśle określonemu celowi gospodarczemu, najpełniej obrazuje umowa franchisingu, którą możemy z powodzeniem określić jako konglomerat różnego typu umów nazwanych, jak i nienazwanych.

Powołana powyżej powszechność i trwałość prawnych rozwiązań w umowach nienazwanych nie jest samoistnym kryterium dla wyodrębnienia tego typu umów. Cechy te mogą jedynie posiłkowo wzmacniać argumentację opowiadającą się za zakwalifikowaniem danej umowy do katalogu umów nienazwanych. Wiąże się to z ewolucją każdej umowy, która „gdzieś” ma swój początek i dopiero z czasem nabiera wskazanych cech. Przykładem umów, będących w naszym kraju w początkowym stadium rozwoju, są umowy holdingowe. Pomimo że nie są ani powszechne, ani trwałe, to jednak nie ma żadnych wątpliwości, że są to umowy nienazwane. Jeszcze raz należy więc zadać pytanie: gdzie zatem jest granica pomiędzy umową nienazwaną a mieszaną i czy w ogóle rozróżnienie to ma jakiś praktyczny sens?

Na wskazany powyżej problem można niestety odpowiedzieć tylko w sposób dalece niezadowalający. Nie ma bowiem takiej „matrycy”, po której przyłożeniu do danej umowy będzie wiadomo, czy mamy do czynienia jeszcze z umową nazwaną, choć o charakterze mieszanym, czy też z wykształconą już umową nienazwaną. Można jedynie ogólnie stwierdzić, że decydującego, wstępnego znaczenia nabiera oryginalność, nowość przyjętych przez strony rozwiązań. Właśnie oryginalność sprawia, że nawet – jeżeli umowa nienazwana jest konstruowana na podstawie umów nazwanych – „to coś” sprawia, że nie mamy do czynienia z mechaniczną kompilacją gotowych i unormowanych rozwiązań prawnych. Dobrym przykładem jest umowa leasingu, która do czasu uregulowania jej przepisami KC, funkcjonowała jako umowa nienazwana, będąc w istocie swoistym zlepkiem umowy sprzedaży i najmu. Nikt jednak nie zaprzeczy, że umowa ta rozpatrywana jako całość stanowiła oryginalny jurydyczny twór, do którego bezkrytyczna analogia do przepisów umowy sprzedaży i najmu zaprzepaszczałaby jej indywidualizm w obrocie prawnym i gospodarczym. Patrząc na umowę nienazwaną w sposób całościowy, a nie na poszczególne elementy, składające się na jej treść, dochodzimy do wniosku, że chodzi z reguły o zupełnie nową konstrukcję, która wymaga autonomicznych ocen prawnych.

Analiza umowy nienazwanej w pewnym sensie przypomina wnioskowanie „od ogółu do szczegółu”. Najpierw bowiem ogólnie stwierdzamy, że w rozpatrywanym przypadku mamy do czynienia z całkowicie nowym typem relacji między elementami zapożyczonymi przez strony z umów nazwanych bądź też z nowymi uprawnieniami, obowiązkami, nieznanymi dotychczas w obowiązującym porządku prawnym, by na tej podstawie prowadzić dalsze rozważania, które potwierdzą lub odrzucą przyjęte wstępnie założenie. Analiza krytyczna sprowadza się do tego, czy mamy do czynienia z pewnym typem umowy nienazwanej, przy czym nie chodzi tutaj o podlegający ocenie jednostkowy stosunek prawny. Końcowy wniosek jest zdeterminowany zespołem dających się uchwycić, wyabstrahowanych cech właściwych wielu stosunkom prawnym o podobnych cechach formalnych i funkcjonalnych. „O typie stosunku prawnego nie decydują wyłącznie essentialia negotii (…). Elementami kwalifikującymi są również: świadczenia towarzyszące świadczeniu głównemu, cel gospodarczy umowy, zwyczaje handlowe regulujące treść stosunku itp. Elementy kwalifikujące odnosić się mogą do treści stosunku prawnego, jego przedmiotu, stron ( … ), celu gospodarczego i rodzaju interesów majątkowych”.